Kto realnie podejmuje decyzję w polskiej firmie
W typowym zakupie B2B o wartości powyżej kilkudziesięciu tysięcy złotych występują cztery role, czasem skupione w jednej osobie, częściej rozłożone. Użytkownik, czyli osoba, która będzie z rozwiązania korzystać i najczęściej zgłasza problem. Sponsor, czyli osoba, której zależy na efekcie i która przepycha temat wewnątrz firmy.
Trzecia rola to decydent budżetowy, w mniejszych firmach właściciel lub prezes, w większych dyrektor finansowy lub zarząd. Czwarta to strażnik, czyli osoba, która nie kupuje, ale może zablokować: dział IT przy bezpieczeństwie, dział prawny przy umowie, dział zakupów przy procedurze.
Praktyczna konsekwencja jest jedna: rozmowa z użytkownikiem, choćby najlepsza, nie jest jeszcze sprzedażą. Dopóki nie wiadomo, kto jest sponsorem i czy decydent budżetowy w ogóle wie o temacie, sprawa nie ma prognozy, tylko nadzieję.
Etapy procesu i to, co je faktycznie kończy
Kwalifikacja kończy się odpowiedzią na pytanie, czy ta firma mieści się w profilu i czy jest teraz w sytuacji zakupowej. Nie kończy się deklaracją zainteresowania.
Diagnoza kończy się tym, że potrafisz opisać problem klienta jego własnymi słowami i z jego liczbami. Jeśli nie potrafisz, oferta będzie zgadywaniem.
Propozycja kończy się przedstawieniem zakresu i ceny osobie, która ma mandat do decyzji. Wysłanie oferty do użytkownika bez sponsora nie kończy tego etapu, tylko go zawiesza.
Negocjacja i decyzja kończą się podpisem albo jawną odmową. Trzecia możliwość, czyli cisza, jest w polskim B2B najczęstsza i to ona najbardziej zniekształca prognozy. Warto mieć zasadę: po ustalonym czasie bez kontaktu sprawa wraca do etapu wcześniejszego albo jest zamykana.
Gdzie procesy stoją najdłużej
Najdłuższe przestoje nie występują tam, gdzie zespoły ich szukają. Rzadko jest to negocjacja ceny. Znacznie częściej są to trzy inne miejsca.
Pierwsze: oczekiwanie na wewnętrzne uzgodnienie po stronie klienta, o którym sprzedający nie wie, bo nie zapytał, kto jeszcze musi zaakceptować. Drugie: procedura zakupowa i weryfikacja dostawcy, zwłaszcza przy wymogach bezpieczeństwa i przetwarzania danych. Trzecie: zmiana priorytetów w firmie kupującego, na którą sprzedający nie ma wpływu, ale o której może się dowiedzieć wcześnie, jeśli utrzymuje kontakt ze sponsorem.
Wniosek operacyjny: pytanie „co musi się wydarzyć po Państwa stronie, żeby to ruszyło" zadane na etapie diagnozy oszczędza średnio więcej czasu niż jakakolwiek technika domykania.
Co zapisywać, żeby proces przetrwał zmianę handlowca
W większości polskich firm wiedza o kliencie żyje w skrzynce pocztowej handlowca i w jego pamięci. Odejście jednej osoby oznacza wtedy realną utratę części pipeline.
Minimalny zestaw, który warto trzymać poza pocztą: role po stronie klienta z nazwiskami, wynik kwalifikacji z uzasadnieniem, ustalenia z każdej rozmowy w jednym zdaniu, następny krok z datą oraz powód, dla którego sprawa stoi. Pięć pól, nie pięćdziesiąt.
Kryterium jakości jest proste: czy nowa osoba, która przejmuje sprawę, potrafi na podstawie tych zapisów poprowadzić następną rozmowę bez dzwonienia do poprzednika. Jeśli nie, zapisy są ozdobą CRM-a, a nie procesem.
Diagnoza: pytania, które zmieniają rozmowę
Etap diagnozy decyduje o wszystkim, co dalej, a najczęściej jest skracany do minimum, bo sprzedający chce jak najszybciej przejść do prezentacji. Skutkiem jest oferta odpowiadająca na problem, którego klient nie ma.
Cztery pytania, które w praktyce zmieniają przebieg rozmowy. Jak dzisiaj rozwiązujecie ten problem i co w tym rozwiązaniu działa najgorzej? To pytanie ujawnia realny punkt bólu zamiast deklarowanego.
Co się stanie, jeśli nic z tym nie zrobicie przez najbliższy rok? Odpowiedź „nic szczególnego” jest cenną informacją: temat nie ma priorytetu i sprawa nie powinna iść dalej mimo sympatycznej rozmowy.
Kto jeszcze musi powiedzieć „tak”, żeby to się wydarzyło? To jest jedyne pytanie, które ujawnia strukturę decyzji, i jednocześnie to, które najczęściej nie pada.
Co musiałoby się wydarzyć po Państwa stronie, żeby ruszyć w tym kwartale? Odpowiedź jest jednocześnie planem działania i testem, czy klient w ogóle myśli o tym w kategoriach terminu.
Oferta, która nie idzie do kosza
Oferta w B2B rzadko jest czytana w całości i prawie nigdy nie jest czytana wyłącznie przez osobę, z którą rozmawiałeś. Trafia do sponsora, do decydenta budżetowego i często do zakupów, a każda z tych osób szuka w niej czegoś innego.
Dlatego oferta powinna zaczynać się od jednej strony, która streszcza problem klienta jego słowami, proponowany zakres i cenę. Ta strona jest jedyną częścią, którą przeczytają wszyscy, i to na jej podstawie zapadnie wstępna decyzja.
Cena podana bez zakresu i bez ram czasowych jest zaproszeniem do negocjacji od pierwszego zdania. Cena podana razem z tym, co się w niej mieści i czego nie ma, przenosi rozmowę na zakres, a to jest znacznie lepszy grunt.
Dobrą praktyką jest też umówienie terminu omówienia oferty razem z jej wysłaniem. Oferta wysłana bez ustalonego terminu rozmowy jest najczęstszym miejscem, w którym proces zamiera w ciszy.
Zakupy, procedury i weryfikacja dostawcy
Im większa firma, tym większe prawdopodobieństwo, że po zakończeniu rozmów merytorycznych pojawi się etap, na który sprzedający nie był przygotowany: weryfikacja dostawcy, procedura zakupowa i uzgodnienia prawne.
W praktyce oznacza to zestaw pytań o bezpieczeństwo danych, o umowę powierzenia przetwarzania, o lokalizację danych, o ciągłość działania i o warunki umowne. Firma, która ma odpowiedzi przygotowane, zamyka ten etap w dniach, a nie w tygodniach.
Warto zapytać o istnienie takiej procedury już na etapie diagnozy. Nie po to, żeby ją przyspieszyć, tylko po to, żeby uwzględnić ją w terminie i nie obiecywać zarządowi umowy w miesiącu, w którym u klienta dopiero rusza weryfikacja.
Co robić z ciszą po stronie klienta
Cisza jest w polskim B2B najczęstszą odpowiedzią i jednocześnie tą, na którą zespoły reagują najgorzej: albo dzwonią co dwa dni, albo nie robią nic i sprawa wisi w prognozie miesiącami.
Sensowna zasada jest prosta i warto ją zapisać. Dwa kontakty w odstępie tygodnia, z konkretną informacją, a nie z pytaniem „czy jest coś nowego”. Potem jedna wiadomość zamykająca wątek, która wprost mówi, że nie będzie kolejnych i że wystarczy odpisać, gdy temat wróci.
Ta ostatnia wiadomość ma najwyższy odsetek odpowiedzi w całej sekwencji i regularnie odblokowuje sprawy uznane za stracone. Działa dlatego, że zdejmuje z drugiej strony poczucie zobowiązania.
Sprawa, na którą po tej sekwencji nie ma reakcji, wraca do etapu wcześniejszego z datą powrotu, zamiast zostawać w prognozie. Prognoza zawierająca sprawy w ciszy jest gorsza niż jej brak, bo wygląda wiarygodnie.
Jak prowadzić spotkanie, żeby coś z niego wynikało
Spotkanie bez agendy przesłanej wcześniej zamienia się w prezentację, po której obie strony mówią „odezwiemy się”. Agenda w trzech punktach, wysłana razem z potwierdzeniem terminu, zmienia to bardziej niż jakakolwiek technika prowadzenia rozmowy.
Struktura, która działa: pierwsze pięć minut na potwierdzenie, czy problem został przez Ciebie dobrze zrozumiany, i na korektę. Kolejne piętnaście na pokazanie tylko tej części rozwiązania, która dotyczy tego problemu. Ostatnie dziesięć na ustalenie następnego kroku z datą i osobami.
Prezentacja pełnej oferty produktowej na pierwszym spotkaniu jest najczęstszym błędem i ma konkretny koszt: rozmówca zapamiętuje trzy rzeczy z dwudziestu i rzadko są to te właściwe.
Spotkanie kończy się dobrze wtedy, gdy obie strony wiedzą, co się wydarzy dalej, kto to zrobi i kiedy. Zdanie „przygotujemy propozycję i się odezwiemy” nie spełnia żadnego z tych trzech warunków.
Referencje i dowód w sprzedaży B2B
W sprzedaży B2B kupujący ryzykuje nie tylko pieniędzmi firmy, ale też własną wiarygodnością wewnątrz organizacji. Dlatego pyta o dowód, i pytanie to pada zwykle na etapie, na którym decyzja już prawie zapadła.
Dowód nie musi oznaczać nazwisk klientów, bo wielu z nich nie zgodzi się na publiczne wystąpienie. Działa też opis sytuacji bez nazwy, o ile jest wystarczająco konkretny: wielkość firmy, branża, problem, co zrobiono, ile to trwało i co się zmieniło.
Najmocniejszym dowodem jest jednak coś innego: pokazanie własnego procesu. Kupujący, który widzi zapisane kryteria kwalifikacji, listę tego, kogo świadomie odrzucacie, i jawną arytmetykę kosztu, dostaje informację o Waszej rzetelności, której żadna referencja nie zastąpi.
Zasada, przy której warto zostać niezależnie od presji: nigdy nie podaje się liczb, których nie da się obronić, i nigdy nie opisuje się jako własnego klienta kogoś, kto nim nie jest. Wykrycie takiej nieścisłości kończy proces natychmiast i nieodwracalnie.
Do zapamiętania
- W zakupie B2B występują cztery role: użytkownik, sponsor, decydent budżetowy i strażnik.
- Rozmowa z użytkownikiem bez sponsora nie jest jeszcze sprzedażą.
- Najdłuższe przestoje to uzgodnienia wewnętrzne i procedury zakupowe, nie cena.
- Pytanie „co musi się wydarzyć po Państwa stronie" oszczędza więcej czasu niż techniki domykania.
- Pięć zapisanych pól wystarczy, żeby sprawa przeżyła zmianę handlowca.
Wersja produktowa tego tematu
Leady sprzedażowe B2B. Ten artykuł opisuje, jak temat wygląda w praktyce; strona produktowa pokazuje, jak układa to Lead i ile to kosztuje.